niedziela, 28 sierpnia 2016

ANGLIA, DO CZEGO NIGDY SIĘ NIE PRZYZWYCZAJĘ.

Życie w Anglii to dla mnie mieszanka fascynacji, zdziwienia, podziwu i załamki.
Są rzeczy do złudzenia przypominające polską kulturę i obyczaje. Są też sprawy zupełnie odmienne, a jednak wzbudzające entuzjazm i zainteresowanie. Wreszcie istnieją pojęcia i rzeczy takie, które jakbyś ich nie ugryzł, to nie ogarniesz, nie zaakceptujesz...
I właśnie o tych ostatnich będzie dzisiaj mowa.

DO CZEGO NIGDY NIE PRZYZWYCZAJĘ SIĘ W ANGLII 

No nie potrafię no...
Szukam na siłę plusów w tych rzeczach, ale nie daję rady.
Na samą myśl o nich ogarnia mnie wspomniana wyżej załamka.
Moje 7 lat życia w Anglii, jak i następne 70 (jeśli w ogóle dożyję) nie przekonają mnie do tego, że "to działa". Z resztą, co ja Wam będę dużo gadać, sami oceńcie.

  • OKNA OTWIERANE DO ZEWNĄTRZ

Tak, to nie pomyłka, okna w Wielkiej Brytanii otwierają się na zewnątrz.
Jak je umyć? No jest kilka wyjść, albo "radośnie" zwisasz z parapetu pierwszego piętra, albo wychylasz się jeszcze bardziej radośnie, niczym niezdecydowany samobójca, lub zamawiasz ekipę myjącą okna, bądź inwestujesz w sprzęt na wysięgniku.
Masakra.

  • KRANY Z OSOBNĄ CIEPŁĄ I ZIMNĄ WODĄ

Taki standardzik, zazwyczaj leci albo za zimna, albo za ciepła.
W domu nie mogę ustawić jednej temperatury, bo np. do mycia naczyń używamy cieplejszej, a Hania do mycia rąk chłodniejszej...
I tak mixujemy sobie trochę z lewej trochę z prawej, jak na boczki hej ho hej ho...

  • HERBATA Z MLEKIEM

Wiem, że wielu lubi,
ale mnie się podnosi na samą myśl ...
Wypiłam jedną w szpitalu, po porodzie, i na tym koniec.
U mnie w pracy wszyscy Anglicy piją herbatę z mlekiem,
a gdy ja dodaję do swojej czarnej cytrynę, to patrzą na mnie jak na przybysza z obcej planety...

  • TRADYCYJNE ANGIELSKIE ŚNIADANIE

Czyli fasola w sosie pomidorowym, smażone jajka, zmażone kiełbaski, smażone pieczarki i pomidory, do tego tosty i smażony bekon...
Jak ja bym to zjadła na śniadanie ( czy na jakikolwiek inny posiłek),
to umierałabym przez tydzień.

  • DESZCZ

To depresyjne narzędzie stworzone przez naturę jest dla mnie utrapieniem w zasadzie odkąd się tu przeprowadziłam, ale stało się prawdziwą zmorą od kiedy ja stałam się mamą...
Wiem, że kałuże fajna sprawa, ale jak leje non stop przez 3 tygodnie, to wierzcie mi, że można oszaleć...

  • ZESZYTY W LINIE

Tak, jeśli chcecie tu kupić zeszyt w kratkę, to musicie się nieźle nagimnastykować,
lub po prostu mieć mega fart.
Ja np. notuję baaaardzo dużo i preferuje zeszyty w kratkę.
Co więc robię?
Robię zapasy podczas pobytu w Polsce, i przesyłam je sobie tutaj :D
Uwielbiam miny moich współpracowników, gdy widzą te moje zapiski drobnym maczkiem.

  • PARACETAMOL NA WSZYSTKO

Nigdy nie wątpiłam w skuteczność tego leku,
jednak zdecydowanie nie jest on lekiem na wszystko!!!
Na zwichniętą nogę nie pomoże jedynie paracetamol, na anginę czy zapalenie ucha środkowego też nie...
Ale nie spodziewaj się zbyt wiele, po wizycie z lekarzem pierwszego kontaktu.
Nie ważne co Ci dolega, paracetamol na pewno pomoże ;)

 Mogę drwić i wyśmiewać, jednak zawsze mam na uwadze, że to ja przeprowadziłam się do tego kraju,
a nie ten kraj do mnie ;)
Różnice kulturowe, to zjawisko, które spotkamy w każdym innym miejscu na świecie, nie tylko w Anglii,
Ale tak po prawdzie, to każdy człowiek, niezależnie od tego, czy pochodzi z tego samego Państwa, czy też nie, ma swoje odmienne upodobania i zdanie na dany temat.
Dopóki kultura i tradycja nie krzywdzi innych należy ją uszanować. Nie oznacza to od razu jednoznacznego akceptowania, ale respektowania z pewnością.

Wiecie, tak sobie ostatnio pomyślałam, że może są jakieś inne "angielskie tematy", które by Was zainteresowały? Jakby co, to dajcie znać w komentarzu pod postem, lub napiszcie do mnie:

kontakt@ourcreativesteps.pl


Buziaki :*





mama w UK

piątek, 26 sierpnia 2016

CO NIE NAJLEPIEJ WYCHODZI MI W MACIERZYŃSTWIE...

W życiu każdej mamy bywają piękne i trudne chwile
No to zabłysnęłam...
A tak na poważnie, to nie wiem czy Wy też, ale ja ostatnio jestem trochę "zmęczona" tym, co czytam w internetach. Z jednej strony jest mowa o tak zwanym lukrowym macierzyństwie, w którym wszystko jest idealne, a z drugiej strony zewsząd słyszę wieczne narzekanie, na WSZYSTKO
i mówienie o tym, że w macierzyństwie mamy prawo do wszystkiego i nic nie musimy... niebawem usłyszę, że jeśli nie mam ochoty,  lub jestem zbyt zmęczona, to nie muszę zmieniać dziecku pieluszki... Albo co gorsza, jak z tą słynną (okropną) metodą usypiania, mam się po prostu dać dziecku wypłakać.
Mam wrażenie, że świat co niektórych matek zmierza w bardzo złym kierunku, że w dzisiejszych czasach panuje moda na skrajności. Ja to przeczytam o tych głupstwach i zapomnę, ale wiele mam weźmie to do siebie i albo zacznie udawać, że ich życie jest perfekcyjne, co do centymetra i poniżać inne mamy, albo wręcz odwrotnie, zacznie robić z siebie największe męczennice.
Halo pobudka! Macierzyństwo to taki fajny zrównoważony mix rwania włosów z głowy z niepojętą szczęśliwością. Czasem chce się ryczeć, a czasem skakać z radości, ale ujmując to w całość,
to jest to najwspanialsze życiowe doświadczenie (dla matki), i nie ma najmniejszego sensu upychać je w jakieś wory szyte złotymi nićmi czy umieszczać w najciemniejszych kanałach.
Macierzyństwo będzie wspaniałe i prawdziwe jeśli Ty w to uwierzysz, a nie wtedy, gdy zaczniesz udawać czy szukać dziury w całym!
Normalność choć względna, jest w ogólnym pojęciu fajna, bo prawdziwa.

No dobra, ale miało być o tym co mi nie wychodzi...
A no, nie wychodzi zbytnio.
Mam te swoje chwile i sprawy, których nie ogarniam, mam też takie które zazwyczaj ogarniam wyśmienicie, ale przychodzi gorsza chwila, dzień, tydzień i te moje "Yeah jestem mega!!!"
zamienia się w "O kutfa, ale porażka"...
I w nawiązaniu do tego lukrowego macierzyństwa (które tak jak to drugie, mające wieczny zespół napięcia przedmiesiączkowego nie istnieje), przyznam się Wam do tego,

CO NIE NAJLEPIEJ WYCHODZI MI W MACIERZYŃSTWIE

  • ZABAWA W TO SAMO (OL DEJ LONG)

Wiecie o czym mówię prawda?
"Mamooooooo chodź bawimy się w chowanego!!!"
OK, zniosę to jeden, dwa, 5 razy, ale za 10 już nie mogę, czuję jak zabawa męczy nie to że fizycznie, ale psychicznie. I za tym 10 razem robię to, ale jak jakiś robot, jak rodzic, który albo jest już na zabawowym haju, bo przedawkował, albo został umiejętnie zahipnotyzowany przez swoje dziecko.
Kurcze no, ja tego nie ogarniam.
Ostatni miesiąc utwierdził mnie w tych przekonaniach, bowiem moje dziecko chce się bawić prawie non stop w lekarza.
Czaicie, od rana do wieczora użeram się z domowym NFZ'em.
I żeby tego było mało, to zazwyczaj wszyscy pacjenci są chorzy na to samo tego samego dnia!!!!
AAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A najgorzej jak pacjent jest chory i nie chce się leczyć, tylko ucieka i trzeba go łapać żeby postawić diagnoze!
No nie idzie mi to... z 5 razy daje rade, ale więcej to już za bardzo ryje mi mózg...

  • PORANKI

Nigdy nie lubiłam wcześnie wstawać,
no, ale od prawie 5 lat po prostu muszę.
Nie jestem matką rodem z wyskubanych amerykańskich filmów,
gdzie kobieta wstaje rano z uśmiechem na twarzy, ma już fryz jak z salonu ułożony przez pocieranie głową o poduszkę, i której nocne krasnoludki zrobiły makijaż.
Ja rano niewiele nawet myślę,
w zasadzie myślę tylko jedno: "kawa", i dopiero kofeina daje mi kopa do działania.
Stękam często "jeszczeeeeeeee 5 minut!!!!!"
Snuję się przygarbiona do łazienki, no totalny wrak człowieka...
Zaraz po nakamieniu Sary i przytuleniu Hani sprawdzam pogodę,
by znów się wściekać od rana że leje, lub radować się tym, że dziś jest szansa na wyjście z domu i ucieczkę od lekarza.

  • PRASOWANIE I SZYCIE 

To jest porażka.
Gdybym miała tyle odwagi, to pokazałabym Wam jak wyszyłam na mundurku szkolnym Hani jej imię... ale nie mam.
Prasuję tak źle, że jedyne na co liczę, to to, że mój mąż dobrze rozwiesi pranie, żeby nie było aż tak wygniecione... bo  ja to nawet wieszać dobrze nie umiem.
Z szyciem zasadniczo, to łączy mnie jedynie poród ;)

  • DYSTANS 

Jestem typem matki przerważliwionej.
Martwię się na zapas.
Przejmuję największymi pierdołami.
Winię się za to, że czasem nie ogarniam.
Nawet kiedy wiem, że będzie dobrze, to i tak wynajdę sobie coś, co zmąci ten spokój w mojej głowie. Jestem przesiąknięta strachem o moje dzieci.
Najmniejsza krzywda, która je dotyka dotyka mnie z niewyobrażalnie wielką siłą.
Nie potrafię pozbyć się tej swojej nadwrażliwości.
Uczę swoje dzieci samodzielności, życia, staram się ich (w granicach zdrowego rozsądku) nie ograniczać i nie zakazywać wszystkiego co nowe, obce.
Wspieram i kocham, ale przeżywam to swoje piękne macierzyństwo niezwykle emocjonalnie...

  • ODSEPAROWANIE OD DZIECI

Mega ciężko przychodzą mi rozstania z dziećmi.
Mowa tu o tych kilku godzinnych, bo odkąd urodziłam Hanię, nie zostawiłam jej na dłużej niż 13 godzin.
Bardzo cieszyłam się z powrotu do pracy, ale też bardzo stresowałam się jej pójściem do przedszkola. Długo szukaliśmy dobrej opiekunki, i trafiliśmy super, ale że była to dla nas wszystkich nowość potrzebowaliśmy czasu, by się do tego przyzwyczaić. Lubię swój wolny czas wieczorami, czy to spędzony z mężem, czy przed komputerem, kartką papieru i farbami... lubię nawet baaaardzo!!!! Ale gdy dzieci śpią w pobliżu.
Mam jakąś blokadę wewnątrz, bo z jednej strony chciałabym sobie wyskoczyć z mężem na tydzień na Teneryfe sam na sam a z drugiej ryczałabym gdzieś mniej więcej po tych 13 godzinach z tęsknoty.
Gdzieś tam we mnie jest ten niepokój, chęć bycia, doradzenia, gdy zajdzie taka potrzeba, czy po prostu przytulenia.
Bo wiecie jedną pępowine mi odcieli, a drugą zostawili...

Tak, ja również tak, jak Ty noszę na swoich barkach jakiś ciężar...
Ale noszę go i nawet jeśli upadam to wstaję!
Wstaję, bo macierzyństwo daje mi siłę!
Moje macierzyństwo, to nie laleczka z porcelany, którą należy się jedynie zachwycać,
ale to coś po stokroć bardziej wartościowego,
"Coś", co sprawia, że każdego dnia czuję, że żyję pełnią życia, że chce mi się walczyć ze słabościami, bo najzwyczajniej w świecie warto!
Moje macierzyństwo to nie kajdany, to otwarta droga, droga do spełnienia i nasycenia się tym, co w życiu ważne - miłością...




trudy macierzyństwa

bycie mamą













środa, 24 sierpnia 2016

PRZYZWYCZAJENIA ZAKUPOWE, ZAKUPY Z FUNCIAKA ORAZ DARMOWY PLIK DO DRUKU

Wielu ludzi szybko przyzwyczaja się do pewnych rzeczy, ponoć jest to szczególnie widoczne na starość... i ja chyba swoją drogą trochę "kapcanieje"...
Piekę ciasta, ostatnio nawet wyszyłam dziecku imię na mundurku szkolnym, gdzie igła i nitka to jeden z moich największych wrogów a ciasta to zawsze z zakalcem... a teraz to takie, że każdy jeść chce, i jeszcze o więcej proszą, a ja dobra "babuszka" piekę... noszszszszszsz!!!!!
Przyzwyczajam się do miejsc i ludzi, przyzwyczajam się nawet do kanapy, choć już dawno obdrapana przez kota. Przyzwyczajam się, nawet do tego, że nie mogę się w tym kraju przyzwyczaić do deszczu...

Kurcze, próbuje się jakoś wcisnąć w temat, tym swoim gadaniem, ale coś nie idzie, więc muszę walnąć wprost:

Co kupujemy każdego tygodnia


Jeśli chodzi o główne posiłki, to nasze upodobania są zbliżone... no może poza:
  • Łukasz: "Co? Znowy zupa, przecież tym się nie da najeść"
  • Hania:" Nie, nie, nie ja buraczki to jem tylko w przedszkolu"
  • Carmen:" Nie będę 7 dni w tygodniu jeść mięsa!!!!"
  • Sara:" Dawać mleko!"
Ale ogólnie jest OK ;) 
Każdy z nas ma także swoje podkreślone trzykrotnie ulubione produkty,
Są to rzeczy, które kitra się dla siebie i obczaja zza rogu czy nikt ich na pewno nie wyjada.
Koniec końców i tak się dzielimy, no bo taka zasada, ale swoje w myślach trzeba pomarudzić :D
Mamy listę rzeczy, które kupujemy praktycznie każdego tygodnia.
Jakoś się  w nas głęboko zakorzeniła, i tak tkwimy w tej monotonii życia zakupowego co czwartek.
Jednak dobrze nam z tym, bo mimo, że jest kilka rzeczy stałych, to posiłki sa urozmaicone.
Gdybym trzaskała codziennie schabowe, to nie tylko rodzina by mnie zatłukła, ale również sąsiedzi, za to wieczne walenie tłuczkiem ;)
Spójrzcie, tak to u nas wygląda co tydzień, plus oczywiście reszta (zmienna):
  • kawa, kawa, kawa, kawa, kawa... to znaczy jeden słoik, ale wiecie, ten wyraz trzeba odpowiednio zaakcentować i zaznaczyć
  • pieczywo, nie będę ściemniać, najbardziej lubimy białe
  • jajka ( omlety, sadzone, na twardo, do obiadu, do sałatki, jajecznica na śniadanie, do naleśników, do panierowania, no muszą być!)
  • owoce ( głównie jabłka, gruszki, truskawki, banany, mandarynki)
  • warzywa (głównie ziemniaki, ogórek zielony, marchewka, sałata, pomidory, brokuły, kalafior, porcje rosołowe, papryka)
  • mięso i ryby
  • pieluszki
  • słoiczki z jedzeniem dla Sary
  • mleko modyfikowane
  • chusteczki nawilżane
  • jedzenie dla kota
  • ręczniki papierowe ( idą jak woda)
  • wędlina
  • żółty ser
  • woda
  • słodycze i przekąski
  • jogurty
  • mleko
  • masło
A teraz powiedzcie mi, jak bardzo ta lista różni się od Waszej 
Albo nie! Najpierw śmigajcie do części drugiej posta! ;)


planowanie zakupów
zakupy rodzinne



"Funciaki" czyli odpowiednik polskiego "Wszystko po 5 złotych"


Nie wiem jak Wy, ale ja lubię chodzić po tego typu sklepach,
i Hania z reszta też.
Są one bardzo popularne w UK i nazywamy je tutaj funciakami, ponieważ jak się domyślacie każda rzecz kosztuje 1 funt.
Co prawda nie można powiedzieć, że wszystko co jest tutaj sprzedawane tak naprawdę nadaje się do użytku. Są to rzeczy tanie, więc często także mało trwałe.
Są jednak takie małe perełki, po które tuptamy z moimi dziewczynami co jakiś czas ;)

Dwa najpopularniejsze funciaki to Pound World oraz Poundland, osobiście wolę ten drugi.
Na początek napiszę Wam, co można tutaj dostać.
Wystawa co prawda zmienia się w związku z różnymi okazjami, świętami itp., ale zawsze możecie kupić rzeczy takie jak:

  • Kosmetyki i Akcesoria (szampony, płyny do kąpieli, pianki do golenia, lakiery do paznokci, cienie do powiek, waciki kosmetyczne, grzebienie maseczki, gąbki, mydła etc.)
  • Lekarstwa 
  • Rzeczy dla Bobasków (butelki, śliniaki, smoczki, chusteczki etc.)
  • Biżuteria
  • Przybory Kuchenne ( sitka, blaszki do pieczenia, pudełka, kubki, słoiki, fartuszki, rękawy cukiernicze, miski etc.)
  • Dekoracje do domu (ramki na zdjęcia, wazony, świeczki, zegary etc.)
  • Płyty CD i DVD
  • Książki
  • Artykuły wykończeniowe, narzędzia ( śrubokręty, silikony, wypełniacze, kabelki zaciskowe, gwoździe etc.)
  • Artykuły dla zwierząt ( jedzenia dla psów i kotów, miski dla pupili, zabawki, obróżki, karmniki dla ptaków, etc.)
  • Zabawki (lalki, puzzle, resoraki, pistolety na wodę, zestawy typu lekarz, gry etc.)
  • Akcesoria na przyjęcia i urodziny (balony, kubeczki, flagi, plakaty, świecące w ciemności branzoletki etc.)
  • Elementy Odzieży (skarpetki, szaliki, czapki, obuwie zmienne, a także wełna, chusty, torebki etc.)
  • Artykuły plastyczne i biurowe
  • Akcesoria do sprzętów elektronicznych ( obudowy na tablet, słuchawki, etc.)
  • Artykuły spożywcze ( puszki, płatki śniadaniowe, kawa, cukier, suszone owoce, napoje, słodycze etc.)
  • Chemia (płyny do zmywania, płyny do czyszczenia dywanów, gąbki, ścierki, ręczniki papierowe, klamerki, mopy, wiadra etc.)
  • Rzeczy ogrodowe ( doniczki, ozdoby na ogród, nasiona, łopatki, sznurki, płotki etc.)
  • Dodatkowo: baterie, parasolki, torby na zakupy, zapalniczki etc.

W okresie Świąt Wielkanocnych czy Bożonarodzeniowych pojawiają się liczne dekoracje i upominki, na Halloween maski, stroje itp., a w okresie letnim zabawki typu paletki, pistolety na wodę, piłki czy sprzęty do imprez ogrodowych: miski do sałatek, tacki na grilla, lampiony.


Funciaki są bardzo oblegane.
Wiele ludzi robi tutaj zakupy, odnajdując często te same produkty, co w supermarketach tyle, że po dużo niższych cenach.

Jako, że udowodniłam przed chwilą ( spisując listę działów z głowy), że znam te sklepy na pamięć omówię, co wybieramy my.
Po pierwsze i najważniejsze:
  • Artykuły plastyczne i biurowe.
Naprawdę można dostać tutaj fajne rzeczy. Często natrafiamy na interesujące książeczki z zadaniami, kupujemy pompony, druciki kreatywne, samoprzylepne oczka, notesy, naklejki, mazaki, taśmy klejące, ozdobne kartki i wiele wiele innych. Zarówno mama jak i córka znajdują tu coś dla siebie
  • Kosmetyki
Tylko kilka produktów  jest na naszej liście, ale zazwyczaj są to szampony do mycia włosów dla mnie
Pantene za funta a nie za trzy zawsze cieszy, oraz pianki do golenia Gillette taniej o połowe.
  • Przybory Kuchenne
Uwielbiam pudełka na żywność i pojemniki na przyprawy, które mają w ofercie.
  • Dekoracje do domu
Ramki A4 zawsze tutaj ;)
  • Zabawki
Czasem zdarzy się coś atrakcyjnego. Ekhym... to  znaczy dla Hani ZAWSZE, no ale też nie zawsze ja pozwalam. Ale np. szukałyśmy kiedyś takiej kolorowej sprężynki do spuszczania ze schodów i znalazłyśmy właśnie tutaj, albo zestawu mini herbatkowego dla lalek, i także tutaj dostałyśmy superowy malutki porcelanowy. Także puzzle czy literki z magnesem na lodówkę.
  • Chemia
Klamerki do wieszania prania oraz Cif ( cena w markecie 2.50 funta) i ręczniki papierowe. 

  • Dodatkowo
Parasolki,parasolki, parasolki, parasolki..... pewnie wiecie, że to kraj, gdzie pada prawie cały czas :)


No to tyle z naszej strony jeśli chodzi o zakupy.... chociaż nie!
Jeśli juz jesteśmy przy organizacji, no to mały prezent ode mnie.
Zaprojektowałam dla Was "Weekly Planner" do wypełniania!
Teraz wszystko, co macie w planach możecie zapisać sobie na tej wydrukowanej kartce.
Plik do pobrania tutaj -->weeklyplanner
Jak zawsze całkowicie za darmo, na użytek własny.



Zapraszam Was także na mój inny post o organizacji: -->ORGANIZACJA, ZAKUPY I PLANOWANIE POSIŁÓW


Jak już rozplanujecie swój dzień, to napiszcie mi, czy Wy też odwiedzacie sklepy typu: "Wszystko po 5 złotych", no i co tam kupujecie.
Czekam na Wasze komentarze!


Buziaki :*





poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Z PAMIĘTNIKA MATKI EMIGRANTKI II, PRZEMYŚLENIA RODZINNE...

Anglia to mój dom.
Nie jestem tutaj na chwilę, by zarobić i wrócić.
Nie żyję tutaj tylko dlatego, że "jest łatwiej".
Tutaj rozpoczęłam swoje dorosłe życie, tutaj założyłam rodzinę.
Tutaj mam najbliższe memu sercu osoby: Łukasza, Hanię i Sarę.
Tęsknię...
tęsknię, ale gdzieś w sercu godzę się z faktem, że ów tęsknota jest wpisana na stałe w moje życie.

Ostatnio dużo rozmawialiśmy z mężem o tym jak mogłoby wyglądać nasze życie w Polsce.
Analizowaliśmy rynek pracy, sprawdzaliśmy ceny usług, braliśmy pod uwagę opcje prywatnych przedszkoli w razie potrzeby, dowiadywaliśmy się ile wynoszą raty kredytu mieszkaniowego,
poczyniliśmy masę obliczeń i przemyśleń. 
I choć bliskość rodziny i przyjaciół byłaby bez wątpienia największą wartością tej przeprowadzki,
to jednak trzeba by zamknąć pewien niezwykle istotny rozdział naszego życia...

To nie jest tak, że człowiek doszedł do czegoś pod względem materialnym i tylko to go tutaj trzyma, choć bez wątpienia ma to jakieś znaczenie, ale chodzi o coś znacznie głębszego, o zbudowanie bezpiecznej przystani, o wspomnienia, o stworzenie takich a nie innych warunków do życia, szczególnie jeśli chodzi o dzieci...

Podam Wam teraźniejszy przykład.
Za 16 dni wracam do pracy. Mam 2 dzieci, z czego jedno zaczyna szkołę we wrześnu. Mój mąż pracuje na cały etat. Nie mamy tutaj nikogo z rodziny, ani nawet przyjaciół, którzy np. od czasu do czasu zajęliby się naszymi dziećmi. Nie mamy też zaufanej niani, która przychodziłaby do nas do domu, odprowadzała Hanie do szkoły a potem opiekowałaby się Sarą, następnie odbierała Hanie i zostawała z dziewczynami do godziny 18.30... (poza tym, kto by za to zapłacił :D ). 
Rozwiązaliśmy problem następująco. Ja wracam na pół etatu i pracuje w te dni, kiedy mąż ma wolne (pracuje w systemie 4 na 4), ale od poniedziałku do piątku. Dodatkowo pracodawca zgodził się, żebym pracowała 8 godzin dziennie, a nie 8,5 jak reszta pracowników. Dzięki temu obydwoje jesteśmy w stanie gotowości, gdy np. dzieci (tfu tfu) zachorują, gdy coś będzie nie tak (tfu tfu) w szkole. Plustem jest także to, że mogę spędzić więcej czasu z dziećmi, bo nie wracam już na pełen etat.

Jeśli coś pójdzie nie tak, czy chociażby zapłaczę się z tęsknoty za dziećmi i zamoczę krokodylimi łzami klawiaturę w pracy, moi współpracownicy dostaną ze mną białej gorączki i mąż powie "zostań w domu", mam plan awaryjny związany z założeniem własnej firmy. 
Kiedyś już założyłam tutaj firmę ( Freelance Graphic Designer ), zamknęłam ją, ponieważ zdecydowałam się na pracę w biurze, a nie z domu. Ale łatwość jej założenia i prowadzenia w stosunku do polskich wymogów jest nieporównywalna.

  • Wszystko odbywa się online, listownie lub telefonicznie
  • Nie musimy rejestrować firmy od razu (mamy 3 miesięczny okres próbny do wykorzystania)
  • Opłacasz jedynie ubezpieczenie społeczne National Insurance Contributions Class 2 (około 2,50 funta tygodniowo), i tzw. National Insurance Contributions Class 4 - dla właścicieli firm, których roczny dochód przekracza określoną kwotę.

Są to ogromne udogodnienia, pozwalające nam na spokojny byt.
Być może w Polsce też by to przeszło, być może pracodawca zezwoliłby mi na taki mega elastyczny czas pracy, być może rozkręciłabym swoją firmę, do tego stopnia, że ZUS płaciłabym z uśmiechem na twarzy, przynosząc Panią z urzędu świeże cięte kwiaty każdego miesiąca i rajstopy z lajkrą w 3 odcieniach. Może Łukasz dostałby taką pracę, że ja mogłabym do końca życia siedzieć i pachnieć, bo o leżeniu nie ma mowy, przeciez mam dzieci :D. Może i dostalibyśmy od Państwa dom, może jeszcze ładniejszy niż ten, w którym mieszkamy teraz, może i żyłoby nam się spokojnie i bezstresowo... tylko, że musielibyśmy zrobić 2 podstawowe rzeczy:

  •         Zacząć wszystko od nowa
  •         Nauczyć się Polski od nowa

Każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że nie jest łatwo zaczynać od nowa.
Jest to ciężki kawałek chleba, często okazuje się, że było warto, tylko trzeba też pamiętać o tym,
że wprowadzanie w życie tak kolosalnych nowości niesie za sobą duże ryzyko, a gdy masz dzieci,
to nie zawsze chcesz ryzykować. Szczególnie, gdy zdajesz sobie sprawę, że w obecnej sytuacji jesteś  w stanie zapewnić mu godny byt.
Co do punktu drugiego... Tak, sama prawda. Łukasz jest tutaj 11 lat, ja 7.
Polske znamy z wakacji, widzimy ją wtedy w samych pozytywnych barwach.
Jest rodzina, która bierze urlopy na nasz przyjazd, sa przyjaciele, którzy maja dla nas czas,
nie musimy się martwić rachunkami, możemy pozwolić sobie na randkę, dzieci dostają prezenty...
... Nie znamy realiów. Ba! Nie mamy o nich pojęcia od strony praktycznej, bo nawet jeśli powyliczamy sobie na karteczce
- tyle i tyle czynsz,
- tyle bilet miesięczny,
-tyle i tyle gaz i prąd...
to nie jesteśmy w stanie rozpisać sobie spraw związanych z dodatkowymi kosztami, oraz nie posiadamy wiedzy, że tak to nazwę sklepowej, nie mamy pojęcia ile kosztuje życie w Polsce, i wiemy, że moglibyśmy to poznać tylko od strony praktycznej! A co za tym idzie, a no właśnie nauka od podstaw. Musielibyśmy nauczyć się Polski od nowa... jak dzieci... .

Jest jeszcze strach

Bo jeśli nam nie wyjdzie, to jak to wytłumaczymy dzieciom?
Jasne, że może nie wyjść w każdym miejscu na tym świecie,
jednak przyznasz, że łatwiej myśleć o przyszłości, gdy masz stabilny grunt pod nogami, niż gdy nie masz nic...?

Bo choć jesteśmy emigrantami, to znaleźliśmy swoje miejsce w świecie.
Mamy siebie, i to jest najważniejsze, ale mamy też poczucie, że ustabilizowaliśmy swoje życie
i zdaliśmy sobie w pewnym sensie sprawę, że nie wszystkie drzewa muszą dorastać tam, gdzie zostały posadzone za młodu...
Tam dom Twój, gdzie serce Twoje,
ale i tam dom Twój gdzie sam, zbudowałeś swoją bezpieczną przystań...  .

życie na emigracji

blog parentingowy

Anglia oczami mamy

życie na emigracji













ZAWARTOŚĆ KOBIECEJ TOREBKI

O kobiecych torebkach można by pisać książki.
Krążą o nich legendy, na ich podstawie powstają przesycone (choć czy tak do końca?) męskie opowieści. Są niczym nieodkryta kopalnia, depresja bez dna, czy wreszcie centrum wszechświata.
To tutaj znajdujemy wszystko, od chusteczek higienicznych aż po recepte dla kota... sprzed 2 lat.
Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że kobieca torebka, to 2 w 1 dla każdej lejdi, czyli przekleństwo i uwielbienie na tej samej płaszczyźnie.
Przyjrzyjmy się bliżej temu jakże wyjątkowemu, tworzącemu pytania bez jednoznacznej odpwiedzi zjawisku.

Co kobiety noszą w swoich torebkach?

Zacząć należy przede wszystkim od tego, że nie posiada ona czegoś  takiego jak "dno".
Nawet najmniejsza kopertówka potrafi przechować sprzęt potrzebny do przetrwania 2 dni na bezludnej wyspie. Są to oczywiście rzeczy "niezbędne", bez których nie jesteśmy się w stanie obejść, nawet jeśli jest to pumex, opakowanie po bułce tartej czy podkładka pod talerz
Jednak zamin przejdę do elementów conajmniej zaskakujących, przytoczę co najczęściej nosimy w swojej torebce, tej przeznaczonej do użytku codziennego:
  • telefon
  • ładowarka
  • klucze
  • portfel
  • kosmetyczka
  • leki przeciwbólowe
  • kalendarz
  • długopis
  • grzebień
  • lusterko
  • scezoryk ( tak, tak wiele kobiet posiada)
  • przekąski
  • butelka wody
  • książka
  • perfum
  • podpaski/ tampony
  • gumy do żucia
  • zapalniczka
  • parasolka
  • pilnik do paznokci
  • okulary
  • rękawiczki lateksowe ( wciąż zbyt mało osób je nosi, a mogą okazać się mega potrzebne,n. przy udzielaniu pierwszej pomocy).
I czysto T-E-O-R-E-T-Y-C-Z-N-I-E moja torebka też spełnia te standardy, ale należy zaznaczyć także kiedy to następuje. 
  • przez pierwszy tydzień od zrobienia w niej porządku
  • przez pierwszy tydzień od zakupu nowej torebki 
Przyjrzyjmy się zatem zdjęciu numer jeden, do którego trzeba jeszcze dopisac: telefon, parasol, paracetamol, chusteczki nawilżane, dezodorant... Aha dezodorant pełni oczywiście 2 funkcje. Pierwsza, to ta tradycyjna, zgodnie w przesłaniem producenta, druga określa go mianem substytutu gazu pieprzowego ( wiecie, tak dżast in kejs  ;) )

kobieca torebka

Niestety ten cudowny tydzień mija i w mojej torebce zaczyna panoszyć się coś w rodzaju tornada, które umiejętnie wciąga do środka wszystko to, czego (teoretycznie) tam nie powinno być.
Żeby Wam to zwizualizować zaleca się zerknięcie na zdjęcie numer dwa, lub ewentualnie otwarcie własnej torebki


Zabawki dzieci, stare rachunki, wydruki z konta bankowego, kosmetyki pielęgnacyjne dla dzieci, stare bilety autobusowe to standard.
Postanowiłam jednak poszperać w internetach by dowiedzieć się, jakie "cuda" nosza w swoich torebkach inne kobiety.

Co niezwykłego kryje damska torebka

Uwaga będzie się działo, jesteście gotowi?
  • widelec
  • buty
  • śrubokręt
  • psia smycz
  • gwoździe
  • sekator
  • kamienie do skalniaka
  • spray na komary... zimą
  • bielizna
  • młotek
  • "klucze niewiadomowego pochodzenia"
  • "jabłka, jedno już gnijące"
  • "prezerwatywy, bo chłopak zapomina"
  • obierak
  • kłódka
  • nóż
  • zużyte baterie
  • szpachla
A co zaskakującego dopiszesz Ty? ;)

Mój mąż doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że moja torebka należy do tych kobiecych "tradycyjnych" czyli jest tam WSZYSTKO. Ponarzeka, ponarzeka, ale i tak często słyszę:
"Schowasz mi portfel?", "Masz może chusteczki?", "Pożycz długopis"
Czasem nosi moją torebkę, jak za czasów naszych pierwszych randek, z tą tylko różnicą, że kiedyś milczał, a teraz głośno komentuje sprawę:
"Co ty tam nosisz?!", "Ja się przepukliny nabawię!", "Może byś tam porządek zrobiła?!"
A ja brzydko mówiąc olewam sprawę, bo gdy otwieram przednią kieszeń jego plecaka znajduję np. 18 czarnych markerów, 21 niebieskich długopisów i 7 czarnych czy wizytówki osób, których istnienie przypisuje się mniej więcej na lata wynalezienia pierwszego telefonu...
Ale muszę się z Wami podzielić jeszcze kilkoma innymi męskimi komentarzami, odnośnie kobiecych torebek:
  • "W kobiecej torebce pociesza mnie jedynie fakt, ciągłej gotowości seksualnej mojej pratnerki"
  • "Gdy zapytałem moją dziewczynę, co to klucz francuski odpowiedziała, że nie wie, ale gdy zajrzałem do jej torebki okazało się, że nosi go ze sobą na co dzień"
  • "Lubię, gdy moja żona kupuje sobie nową torebkę, bo wtedy przynajmniej przez jakis czas jest tam porządek"
  • "Nie musze chodzić do muzeum, jak chcę poznać zabytki kultury, to otwieram torebkę mojej dziewczyny"
Tak Kochani, niezbadane są czeluście kobiecych torebek 
Ale są one pewnym symbolem, metaforą, która jednoznacznie daje do zrozumienia, że niemożliwe nie istnieje ;)

Dajcie mi koniecznie znać co kryją Wasze torebki, i ... ile ich macie?

Buziaki :*




zawartośc kobiecej torebki






Szybkie powiadomienie o nowym poście?

Archiwum

Tu jesteśmy

zBLOGowani.pl
Follow

O mnie

Moje zdjęcie

Hej,
Jestem Carmen, 
Lubię inteligentny sarkazm, toffifee i moje córki.
Mam nadzieję, że się polubimy 
i że zostaniesz na dłużej ;)
Kontakt/ Współpraca: kontakt@ourcreativesteps.pl

http://newbloggerthemes.com/chosen-blogger-template/. Technologia Blogger.