poniedziałek, 12 września 2016

CO DZIWI ANGLIKÓW W POLAKACH

Żyjąc w Anglii, nie miałam prawdziwej stycznośći z angielską kulturą przez 5 lat.
Pewnie trochę Was to zdziwi, ale już Wam tłumaczę dlaczego.
Rozpoczęłam prace w fabryce, wśród 95% Polaków.
Spędzałam z nimi 8 godzin dziennie, plus 4 godziny na dojazdy. Weekendy należały do mnie, i do Łukasza,
od czasu do czasu spotykaliśmy się ze znajomymi... również Polakami, tak więc moja ogólna opinia o Anglikach miała szansę istnieć głównie "dzięki" opiniom innych Polaków...
Angielskie obyczaje i kulturę poznałam dopiero, gdy dostałam pracę Grafika.
Jestem tam jedyną Polką wśród Brytyjczyków. 
Ludzie Ci, są pozbawieni uprzedzeń i rasistowskich zachowań. Szanują mnie prywatnie i jako pracownika, jednak są takie rzeczy, o których gdy słyszą lub je widzą to zaczynają popadać w głębokie niedowierzanie ;)
Towarzystwo jest też dość szczere, więc zaraz Wam tu wyłożę kawę na ławę i powiem wprost

CO DZIWI ANGLIKÓW W POLAKACH

Różnice kulturowe, to zjawisko, którego nie da się tak po prostu obejść.
Ktoś, kto od urodzenia jest wychowywany w takich a nie innych tradycjach,
będzie co najmniej lekko zaskoczony odmiennościami, z którymi albo nigdy nie miał styczności, albo po prostu z takimi, które w głowie mu się nie mieszczą.
Prosty przykład:
Ja nigdy nie pojmę, jak można wychodzić "na pole",
a moja psiapsióła z Krakowa, za nic w świecie nie zaakceptuje, że ja wychodzę "ma dwór"
Zgadza się? ;)
A Anglików dziwi:
  • NIEKTÓRE SPECIAŁY KUCHNI POLSKIEJ

 Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego dnia w pracy, gdy przyniosłam sobie na lunch krokiety z kapustą i grzybami, a za moimi plecami (dosłownie) stali koledzy i koleżanki Anglicy, którZy patrzyli z niedowierzaniem co ja jem. I tak np. większość Alglików nie lubi kiszonej kapusty czy kiszonych ogórków.
Mówią, że to na pewno jest zespute, lub że śmierdzi ;) Choć mam w pracy Angielkę, która bardzo lubi.
Herbata z cytryną to dla nich jakieś czary mary, coś niepojętego. Ja zaś nie pojmuję, jak można pić z mlekiem, więc skoro świt wrzucamy sobie nawzajem jacy to jesteśmy beznadziejni :D
Flaki, to dla nich jeszcze większa magia... a raczej koszmar.
Haha, a szkoda, że nie widzieliście ich min, gdy powiedziałam, co to kaszanka! (czy też drodzy Ślązacy, po naszymu krupnioki).

  • GNIAZDKA/KONTAKTY W ŁAZIENKACH

 Gdy powiedziałam znajomym w pracy, że wkurza mnie, że nie mam w domu kontaktu w łazience patrzyli na mnie jak na przybysza z innej planety. Bo to przecież "health and safety", każdy z nas jest potencjanym samobójcą czy mordercą, bo suszarka w wannie z wodą i te sprawy. Nie wiem, żona wrzuca kąpiącemu się mężowi podłączony toster do wanny, czy co? Rozumiem, że nas czasem facet wkurzy, ale żeby z tej okazji od razu nie instalować gniazdek?
Oczywiście trochę ironizuję ;)

  • MAŁO UŚMIECHU NA CO DZIEŃ

W sumie to trochę się z tym zgadzam.
W UK ludzie bardzo dużo się uśmiechają, śmieją.
Co chwile z radością rzucają te swoje "How are You?"
Ja gdy skupiam się bardzo  na projekcie w pracy, mam poważną minę i nie odezwę się przez godzinę, to już się mnie pytają, czy wszystko w porządku.
Po 7 latach troche mi się jednak udzieliło to uśmiechanie, i chętnie uśmiecham się do Pani ekspedientki w sklepie czy recepcjonistki u lekarza ( celowo wymieniam kobiety, żeby nie było :D ), ale gdy robię to nagminnie będąc w Polsce ( bo dlaczego miałabym robić inaczej), to pare razy spotkałam się z nimą typu: "wyjdź stąd wariatko". To jak? Uśmiechamy się za mało, czy nie? ;)

  •  POLACY SPOŻYWAJĄ DUŻO ALKOHOLU

 W tym momencie parskam żywym śmiechem!
Bo jeśli chodzi o "ilość", to jako naród jedziemy na tym samym wózku...
tylko nasz wózek jakby "mocniejszy" :D
Choć znajomy Anglik zakupił kiedyś  z czystej ciekawości równie czysty spirytus...
Powiedziałam mu, że moja babcia dolewała to do płynu do mycia okien, bądź odkażało się tym rany,
i ostrzegłam, by tego nie pił. Nie posłuchał. Ale jakimś cudem to przeżył...

  • KIOSKI

O tym usłyszycie nawet w telewizji.
Anglik na widok kiosku jest osłupiały niczym ja po tekstach mojej starszej córki.
To dla niego niepojęte, że trzeba się schylić wpół, i wyszukać w małym kwadraciku osobę, która ma mu coś sprzedać. Do tego są mega zaskoczeni wielkością asortymentu, który znajduje się w takiej małej budce.
Mają wrażenie, że tam można kupić dosłownie wszystko.

  •  NASZE ZWRACANIE UWAGI NA TO, JAK KTO WYGLĄDA

Tak gapimy się.
Gapimy na potęgę.
Różowe włosy to wciąż dla nas niezbadana egzotyka, którą należy swoim patrzeniem rozłożyć na czynniki pierwsze niewiadomo w jakim celu.
W zasadzie to pół biedy gdy tylko patrzymy, no bo kurcze, no nie da się np. nie patrzeć gdy idzie kobitka z wielkim koszem wilkinowym na głowie z zakupami i nawet nie drgnie, tylko idzie prościuteńko a ręce ma zajęte reklamówkami z pozostałymi towarami. To jest zjawisko, które mnie osobiście fascynuje, ale najgorzej gdy do tego dochodzi komentarz, czy nawet pokazywanie palcami!
Nie mamy tego luzu, który posiadają Anglicy, odmienności wciąż nas dziwią i wzbudzają mieszane uczucia.

  • JĘZYK POLSKI

Kiedyś poproszono mnie, bym powiedziała kilka zdań szybko w swoim języku. Cisza, która nastąpiła po tym fakcie, była tak przejmująca, że jedyne co należało zrobić, to zmienić temat. Opowiedziałam im, o naszych dwuznakach, o odmianach czasowników, i wyjątkach...
no i ... zwątpili. Co tu dużo mówić. Polskie dzieci, które uczą się w angielskich szkołach po latach stwierdzają, że wolą sie posługiwać angielskim, ponieważ jest dla  nich łatwiejszy



Często śmiejemy się z siebie nawzajem w pracy. Komentujemy te nasze przyzwyczajenia i tradycje, tak różne, tak odmienne.
Ale najfajniejsze jest w tym wszystkim to, że mimo iż dziwią nas te odmienności, to w pełni je akceptujemy, bowiem nie krzywdzą one nikogo, i są wyłącznie zakorzenionym elementem danej kultury. Śmieję się, gdy ktoś mi mówi, że jestem "Posh", bo pije herbate z cytryną, ale bez problemu, choć również z uśmiechem na ustach ten ktoś odkrawa mi plasterek tej cytryny, podczas gdy ja wyjmuję dla niego mleko z lodówki, by zrobil sobie tę ochydną bawarkę ;)

Wiem, że spora garstka Polaków i Polek zamieszkałych w UK zagląda tutaj, więc dziś również liczę na Waszą aktywność w komentarzach, bo na pewno macie coś do powiedzenia w tym temacie :)

No i w tym miejscu mega Was zapraszam na nasz FANPAGE na FACEBOOKU!
Bo bardzo wiele się tam dzieje! A im więcej Was tam jest, tym większa szansa, że więcej osób zostanie poinformowanych o naszych postach. A to przecież dla Was piszemy robaczki :*
PODLINKOWYWUJĘ ZATEM:   FANPAGE OUR CREATIVE STEPS

Buziaki :*






mama na emigracji


sobota, 10 września 2016

PIERWSZY TYDZIEŃ HANI W ANGIELSKIEJ SZKOLE

Ostatni tydzień okazał się dla mnie niezwykle stresujacym…
z resztą, co ja Wam będę dużo mówić, trąbiłam przez jakiś miesiąc 
o rozpoczęciu szkoły przez Hanię i o moim powrocie do pracy…
Doskonale wiedziałam, że mój starszak mega cieszy się, że rozpocznie naukę w szkole,
ale jako matka, a już tym bardziej przewrażliwiona matka zamartwiałam się różnymi rzeczami…
do tego stopnia, że przyszyłam dziecku odstającą część materiału przy zamku od kurtki, by nie zaplątał się jej w szkole podczas zapinania…
WIem, wiem masakra.
Ale po pierwsze, i tu należą się przynajmniej małe oklaski - nie płakałam, a po drugie już po pierwszym dniu byłam spokojna.
Dlaczego?
Posłuchajcie o tym, jak minął Hani pierwszy tydzień w angielskiej szkole.


Nasza córka nie posługuje się biegle językiem angielskim.
Zna angielski alfabet, potrafi liczyć do 10, zna kolory oraz najważniejsze, podstawowe zdania.
Wakacje spędziłyśmy m.inn. na nauce zdań, których będzie musiała użyć w szkole, gdy natrafi na jakiś problem, będzie czegoś potrzebować lub po prostu będzie chciała użyć chociażby zwrotu grzecznościowego.
Większość dzieci naszych znajomych, które  starsze od Hani preferuje mówienie w języku angielskim bardziej niż w języku polskim.
Uzasadniają to tym, że angielski jest dla nich łatwiejszy.
U nas w domu mówi się po polsku, mamy również polską telewizję, ale w trosce o język ojczysty, rozpoczęliśmy od języka polskiego,
by Hania posługiwała się nim biegle.

ROZPOCZĘCIE ROKU SZKOLNEGO.


Szczerze mówiąc miałam przed oczami wizję tradycyjnego polskiego rozpoczęcia roku szkolnego wraz a akademią,
a okazało się, że pierwszy dzień szkoły to od razu zajęcia ;)
Hania założyła mundurek, dostała tyte, zabrała lunch box i kalosze, a o 8.50 przekroczyliśmy próg szkoły.
Córka rozpoczęła naukę w klasie zwanej RECEPTION, to coś jak polska zerówka.
Przez pierwsze 15 minut rodzice mieli zostać z dziećmi.
Uczniowie odnaleźli swoje wieszaki na ubrania oraz szuflady na prace szkolne.
Kolejno dzieci miały za zadanie usiąść z rodzicami i napisać w zeszycie swoje imię,
tak jak umiały, spoglądając na przygotowany dla niego wydruk. W międzyczasie można było wybrać na ekranie dotykowego monitora lunch dla dziecka
(4 rzeczy do wyboru, menu zmienia się, co 3 tygodnie), który jest darmowy dla klas: Reception i Pierwszych.
Następnie, z pudełka należało wyjąć wybraną przez siebie książeczkę i poczytać wraz z rodzicem.
Poznaliśmy Panią Nauczycielkę, która dała każdemu naklejkę z imieniem, zobaczyliśmy jak wygląda plac zabaw na zewnątrz, a o godzinie 9:05
na dużym ekranie wyświetliło się koło, odliczające od 60 - 0 sekund. Dzieci usiadły na ziemi ,przodem do ekranu, a rodzice w tym czasie mieli 
pomykać do domu.
Takie rozwiązanie jest praktykowane każdego dnia. 

Hania była zainteresowana tym, co chce przekazać Pani Nauczycielka, i pomachała nam tylko na pożegnanie z uśmiechem na twarzy.
Aha, i poinformowaliśmy jeszcze nauczycielkę o tym, że Hania nie mówi jeszcze dobrze po angielsku.
Oczywiście zrozumiała i powiedziała, że nie ma problemu. 
Nauczy się i tyle ;)
Wiecie jak to dzieci, chcą się bawić, więc raz dwa załapią.

Klasa jest podzielona na 3 części.
Przedzielona rozsuwanymi parawanami, które otwiera się, gdy każda z grup ma przejść do innej sali, lub ma wspólne zajęcia.
Wewnątrz znajduje się dużo książek, pomocy naukowych, pojemniki z piaskiem, roślinami i zabawkowymi zwierzętami, tablice,stoły oraz krzesła.
Na zewnątrz  drabinki, tablice, stacja do zabawy wodą, przechowalnie rzeczy do zabaw podwórkowych i wiele, wiele innych.

No dobra… przyznam się Wam.
Co jakiś czas zerkałam przez okno ( z którego widać szkołę), by wykukać cokolwiek :D
Ale nie było to śledzenie parapetowe z prawdziwego zdarzenia. 
Takie wiecie, z lornetką i te sprawy ;)

O godzinie 12:00 dzieci mają Lunch przez godzinę.
Cześć zajęć jest przeprowadzana w klasie, część na zewnątrz.
Hanię odebraliśmy o godzinie 15:00
To standard w angielskich szkołach.
Zajęcia trwają zawsze od 9:00- 15:00

WRAŻENIA HANI, PO PIERWSZYM DNIU W SZKOLE


Nasze dziecko wybiegło ze szkoly…
… z uśmiechem od ucha do ucha! ;)
Najważniejszy był dla niej fakt, że może bawić się z innymi dziećmi.
To, że nie potrafiła jeszcze z nimi rozmawiać, nie było dla niej żadną przeszkodą.
Opowiadała o tym, jak świetnie bawiła się z innymi, że poprosiła nauczycielkę o picie, i poinformowała, gdy chciała siusiu.
I co bardzo nas rozbawiło, powiedziała, że byli w restauracji.
Oczywiście chodziło o stołówkę szkolną ;)
Podobał jej się plac zabaw oraz rzeczy, które znajdowały się w środku jak i to,
że Pani cały czas się uśmiechała.
Apropos, Nauczycielka również pochwaliła Hanię. Powiedziała, że bezproblemowo!

KOLEJNE DNI

Moje dziecko jest mega zmartwione faktem, że do szkoły chodzi się tylko 5 dni w tygodniu, a nie 7 ;)
Ale to tylko i wyłącznie na plus!
Cieszę się, że ma koleżanki i kolegów, że uczestniczy w zajęciach, które dostarczają je zarówno wiedzy jak i zabawy.

Drugiego dnia sporo rysowali, śpiewali sto lat jednemu solenizantowi, uczyli się piosenek wraz z pokazywaniem, dostali po babeczce do domu i oczywiście spędzili czas na różnego rodzaju zajęciach.
Hania poprosiła, by nie zamawiać je lunchu tylko przygotowywać lunch box, bo nie wszystko co jest na stołówce, może jej smakować.
I fakt, gdy zajrzałam do menu, to nie wszystko lubi.
Nie chcę jej niczego narzucać, wychodzę z założenia, że skoro dorosły może mieć swoje preferncje jedzeniowe, to dlaczego mamy tego zabraniać dziecku i wmuszać w nie wszystko, co przygotujemy, lub co ma otrzymać w szkole.
Drugiego dnia poznała także dziewczynkę z drugiej grupy, która w ten dzień była jej najlepszą przyjaciółką ;)
Później zakolegowała się z innymi, i teraz ów dziewczynka jest jedną z najlepszych psiapsiół.
W środę nauczycielka spędziła trochę czasu z Hanią, na pokazywaniu jej kart z obrazkami. Mówiła jak dana rzecz nazywa się po angielsku, a Hania powtarzała.
Artykuły plastyczne kupiliśmy niepotrzebnie, bo okazało się, że szkoła i to zapewnia,
Chociaż, nie do końca niepotrzebnie, bo do kreatywnych zabaw w domu z pewnością się przydadzą.
W czwartek grono najlepsiejszych koleżanek urosło. Znów ktoś miał urodziny,
a czubki butów już starte ( czy Wasze dzieci, też posiadają tę niezwykłą umiejętnośc niszczenia  nieumyślnie butów w zawrotnym tempie?).
W piątek otrzymaliśmy dużo ulotek informacyjnych oraz krótkie zadanie domowe na weekend.
To standard w UK, że zadania domowe są zadawane tylko w piątki, by rodzice mieli czas przysiąść z dzieckiem.


PODSUMOWANIE PIERWSZEGO TYGODNIA W SZKOLE


Moje dziecko przychodzi ze szkoły brudne, spocone i szczęśliwe - tak radośnie spędza tam czas ;)
Bariera językowa dla niej nie istnieje.
Chce się bawić, więc się bawi.
Już po tygodniu zauważyliśmy, że od czasu do czasu użyje angielskiego słówka ( świadomie), 
no i nuci te brytyjskie pieśni szkolne pod nosem…
… no dobra, nie zawsze pod nosem, często tak, że słyszą  na drugim końcu osiedla :D
I my jesteśmy szczęśliwi, że nasze dziecko od razu polubiło szkołę.
Mamy nadzieję, że tak już pozostanie…
… do czasu "Mamooooooooo, nie chceeeeee mi sieeee" :D

A jak Wam minęły te pierwsze dni?


nowy rok szkolny

szkoła w UK

angielska szkoła

O mnie

O mnie

Szybkie powiadomienie o nowym poście?

Follow
http://newbloggerthemes.com/chosen-blogger-template/. Obsługiwane przez usługę Blogger.